Wszyscy analizują zamach na Aleksandra Dugina, którego ofiarą
padła jego córka, Daria, a on sam trafił do szpitala z powodu wylewu. Straszna
śmierć w wybuchającym samochodzie. Kobieta w zasadzie nie miała szans. Co
więcej, zamachowiec też nie miał szans. Samochód Dugina stał na pilnie
strzeżonym parkingu VIP, bo oboje, ojciec i córka, byli gośćmi proputinowskiego
festiwalu „Tradycja”. Oczywiście, w rosyjskim bałaganie i tumiwisizmie
zamachowiec mógłby w sprzyjających warunkach wejść na Kreml (polecam film „Porucznik
Kiże”, będący rosyjską wersją „Kapitana z Köppenig” – obie historie oparte
na faktach pokazują istotę systemów w Prusach i carskiej Rosji). Ale jednak co innego łut szczęścia, a co
innego dobrze przygotowany i przeprowadzony zamach z użyciem materiałów
wybuchowych.
Zatem mamy kogoś, kto zna się na bombach, ma dostęp do koniecznych półproduktów
i może swobodnie wejść (a nie tylko wejść, ale także przez chwilę tam działać)
na strzeżony parking.
To ogranicza możliwości do struktur siłowych Rosji lub Ukrainy (inne kraje
raczej nie wchodzą w grę z powodu… dostępu do parkingu). Zakładamy przy tym, że
ukraiński GUR może mieć agenta w strukturach rosyjskich tak, jak Rosjanie mają
agentów u Ukraińców.
Idąc dalej, kim jest Aleksander Dugin i kim była jego córka?
Aleksander Dugin jest przy Putinie kimś takim, jak Alfred Rosenberg przy
Adolfie Hitlerze: dostarczycielem intelektualnej i retorycznej motywacji do
realizowanej przez dyktatora polityki (ideologia Dugina jest w istocie rosyjską
modyfikacją koncepcji Rosenberga).
Dugina porównuje się czasem do mnicha-erotomana Grzegorza Rasputina, który miał
niesamowity wpływ na rodzinę i otoczenie ostatniego cara Rosji Mikołaja II.
Porównanie to jest jednak fałszywe. Rasputin był po prostu zboczeńcem,
posiadającym dar erotycznego zaspokajania znudzonych arystokratek i
manipulowania ich umysłami. Jego wpływ na władze państwa carskiego był wpływem
pośrednim, poprzez matki, żony i kochanki członków elity. Nie miał przy tym
żadnego intelektualnego potencjału.
Dugin, podobnie jak Rosenberg, ma wpływ czysto intelektualny i bezpośredni.
Oczywiście, poglądy jednego i drugiego, to gigantyczny bełkot, pomieszanie logiki
z mistycyzmem i faktów z nie-pobożnymi życzeniami (jak choćby przekonanie
Dugina o słabości NATO z lutego br.). Są one strawne tylko dla tych, którzy chcą
w to wierzyć, którym porządkują one świat i dostarczają argumentów. Ale nadal
są to wywody intelektualne, a nie pseudoreligijny bełkot Rasputina.
Daria Dugina była z kolei wierną wyznawczynią ojca, fanką
Putina i putinowską propagandystką.
Rasputin został zamordowany przez spiskowców z otoczenia cara,
liczących na to, że usunięcie go pozwoli przywrócić sensowność rosyjskiej
polityce i działaniom armii na froncie (nie rozumieli, że klęski I wojny
światowej są skutkiem strukturalnego kryzysu zacofanej armii i osobistej głupoty
Mikołaja II - kolejne wcielenie mitu o dobrym carze i złych doradcach).
Oczywiście, zabójstwo niczego nie zmieniło, a wręcz przyspieszyło upadek
dynastii carskiej, zaś zastosowanie się do opinii Rasputina właśnie wyszłoby
Rosji na dobre, gdyż był on przeciwnikiem wojny z Niemcami.
Kto podjął próbę usunięcia Dugina? I czy rzeczywiście Dugin był celem, a nie
jego córka? A może oboje?
Co na zabójstwie zyskiwaliby Ukraińcy?
W sumie to nawet na nim tracą. Dugin bowiem uzasadniając katastrofę nazywaną „operacją
specjalną” popycha Rosję w coraz głębsze bagno polityczne, militarne i
międzynarodowe. Robiąc intelektualne salta, mające pokazać, że Zachód jest
słaby i tylko pół kroku dzieli Rosję od wygranej, że jeszcze chwila i jeszcze
jeden mały wysiłek, blokuje mentalnie drogę odwrotu z tej zasadzki. Jego córka
swoimi materiałami aktywnie go wspierała. Oboje zatem są czynnikiem blokującym
możliwość skutecznego zwrotu w geopolitycznego i wycofania się Rosji z wojny na
Ukrainie.
A to nie opłaca się Ukraińcom, bo w ich interesie jest takie zniszczenie Rosji
i jej sił zbrojnych, żeby:
- odzyskać terytoria okupowane,
- uniemożliwić Rosji rewanż przez co najmniej 50 lat,
- ustawić się w przyszłym wyścigu zbrojeń na takiej pozycji, żeby stale mieć
nad Rosją przewagę.
To wyklucza pozwolenie Rosji na zamrożenie konfliktu lub wycofanie się z niego
w obecnej chwili. Dlatego Zełeński konsekwentnie odrzuca możliwość negocjacji z
Putinem jako warunek wstępny podając najpierw wycofanie się Rosjan z obszarów
zajętych od lutego br., a obecnie całkowicie z terytoriów okupowanych.
Za to właśnie Rosji eliminacja Duginów opłaca się
znakomicie. Po pierwsze, bez trudu zrzucą odpowiedzialność na Ukrainę, co
pozwoli zmobilizować coraz bardziej rozpadające się społeczeństwo wokół poczucia
zagrożenia i chęci odwetu. Po drugie, pozwala wyłączyć prowojenną propagandę i jej
intelektualne uzasadnienie. Po trzecie…
I tu, jak królik z kapelusza wyskakuje Ilja Ponomariow, „dysydent”, od dawna krytykujący Putina i „operację
specjalną”, który ogłasza, że zamach jest dziełem „Narodowej Armii
Republikańskiej”, kontaktującej się poprzez kanał Telegrama (przypomnę, że o
budowie „opozycji” na Telegramie pisałem jakoś w marcu), której celem jest
zmiana władzy i zakończenie wojny oraz przywrócenie sprawiedliwości. NAR
rzekomo stoi za serią dywersji i podpaleń w Rosji. Ich program, odczytany przez
Ponomariowa, to w istocie hasła bolszewickie z 1917 roku.
Tylko czekać, aż u jego boku pojawi się Marina Owsiannikowa (niedawno wróciła
do Rosji i została postawiona w stan oskarżenia oraz osadzona w areszcie…
domowym), która zasłynęła „spontanicznym” protestem przeciw wojnie na wizji
telewizji.
I ostatni trop: samochód wybuchł w zasadzie tuż przy osiedlu, gdzie mieszka
Putin i jego najbliższe otoczenie.
I tak mamy całość układanki.
Zamach na jedną z najważniejszych osób w państwie (która w ostatniej chwili wsiadła
do innego samochodu, no cud!) generuje strach, bo dla zwykłych Rosjan oznacza
to, że zagrożenie jest powszechne. Nakłada się to na już istniejącą panikę
spowodowaną ukraińskim ostrzałem Krymu i Obwodu Białogrodzkiego. Mat’ Rassija
jest w niebezpieczeństwie. Winę za to ponoszą Putin i jego otoczenie, którzy
rozpoczęli wojnę nieprzygotowaną armią. A zrobili to podszczuci przez świra
Dugina.
Ale świadomy naród usunie złych przywódców. Władzę obejmą nowi, nieskalani i
nieskażeni, którzy nawiążą przyjacielskie relacje z innymi krajami. Więc, kochani,
zdejmijcie sankcje i będzie jak za Jelcyna.
Dopóki Rosjanie nie poczują się mocni i nie pojawi się nowy Putin.
Cały zamach to gra obliczona na zmianę polityki i dogadanie
się z Zachodem (nawet kosztem taktycznego odwrotu z Ukrainy, stąd ewakuacja władz
prorosyjskich z Krymu). Spiskowcy doskonale rozumieją, że nie wyjdą z wojny na
zasadzie pokój za terytorium, bo Ukraińcy na to nie pójdą (nawet jeśli
poszedłby Zełeński, to społeczeństwo i armia oraz służby będą kontynuować
opór). Są zatem gotowi oddać to, co zagarnął Putin w ramach rehabilitacji za
błędy i wypaczenia putinizmu. W zamian zyskują oddech na reformę armii i
przygotowanie następnej inwazji za 20-30 lat.
Dokładnie tak, jak to zostało rozegrane już wielokrotnie.
A smaczku całej historii dodaje fakt, że Dugin jest
powiązany z wywiadem wojskowym GRU, a tuż przed zamachem na telegramowym kanale
„Generał SWR” pojawił się zagadkowy post, wskazujący na ostry konflikt na
szczytach putinowskiej władzy i konieczności „zresetowania Iwanycza”. Iwanycz
to ksywka Putina, zaś SWR to ta służba, której szef jako jedyny na słynnej transmitowanej
przez telewizję „naradzie” w lutym ośmielił się hamować prowojenne zamiary
Putina i jego dworu. Warto też pamiętać, że najwięcej zamachów na carów
wykonała… carska tajna policja „Ochrana”.
Czy Narodowa Armia Republikańska istnieje? Pewnie tak, ale
jej kierownictwo urzęduje na Łubiance.
Oczywiście oficjalna propaganda idzie w stronę zemsty na
Ukraińcach i „uderzenia w ośrodki decyzyjne” (który to już raz?). Pojawił się
też wątek, że to robota… Brytyjczyków (ktoś się Bonda naoglądał).
Dość ciekawym miejscem na froncie jest Wasilówka koło
Zaporoża. To punkt kontrolny, prze który z terytorium okupowanego uciekają
tysiące Ukrainców. Ludzie przez kilka dni czekają w upale w kolejce do
kontroli, którą bojcy prowadzą bez pośpiechu i skrupulatnie. Byle dłużej. Bez
jedzenia, wody, w upale, w nagrzanych puszkach karoserii. Ludzie umierają z
przegrzania i odwodnienia.
Ale umierają też bojcy. Umierają z zatrucia od przeterminowanej, zepsutej w
upale żywności (oczywiście propaganda rosyjska oskarżyła od razu Ukraińców o
atak chemiczny, tyle że u chorych i zmarłych znaleziono toksyny typowe właśnie
dla zepsutej żywności). Umierają też w wyniku walki… z własnymi oddziałami.
Ostatnio postrzelali się znowu Buriaci z kadyrowcami (po obu stronach znaczące
straty), ale „friendly fire” jest podobno na tym odcinku conocną normą.
W pobliskim Energodarze do szpitala (trzy tygodnie temu)
zwieziono bojców z objawami choroby popromiennej. Niektórzy trafili na
intensywną terapię. Nastąpiło to po kolejnej serii ostrzałów elektrowni
jądrowej, a bojcy należą do jej załogi. Propaganda rosyjska mówi o zatruciu
chemicznym, ale to się nie składa.
Mieszkańcom okolic elektrowni zaczęto wydawać tabletki z jodem w celu
ograniczenia wchłaniania jodu radioaktywnego (płyn lugola podawany podczas
katastrofy czarnobylskiej miał takie samo zadanie).
Koło Niżnego Nowogrodu Rosjanie próbowali sformować batalion
pancerny. Na 160 etatów umowy podpisało 30 (TRZYDZIEŚCI!) osób. Nie pomogły
żadne zachęty, a koncepcje idą już nie tylko w stronę podwyżek uposażeń, ale i
wieloletnich rabatów. Jeszcze trochę, a każdy, kto się zgłosi będzie mógł brać
w sklepach za darmo.
W Kemerowie w Rosji miejscowych więźniów zmuszono do
wstąpienia do wagnerowców. Więźniowie w odpowiedzi zrobili bunt i wzięli
klawiszy na zakładników. Na wojnę się nie wybierają.
Tymczasem w Ługandzie do pracy w kopalniach zagoniono
kobiety. Mężczyzn nie ma. Wszyscy na wojnie lub polegli.
Na froncie Rosjanie po raz kolejny „wleźli na grabie”, „atakują
jedyny sklep w okolicy” i „znudzeni staniem postanowili zdobyć jedyny krzak na
stepie”. To komentarze ukraińskie. Jedyny sukces moskali to zajęcie wioszczyny
koło Błahodatnego pod Chersoniem.
„A głód robi swoje” – to kolejny komentarz z ukraińskiego netu.
Artyleria ukraińska pracuje. Po raz już nie wiem który
potężnie zbombardowana została Czarnobajewka. Zniszczono stanowisko dowodzenia
i kilka magazynów.
 |
Dotychczasowe trafienia ukraińskie na Krymie. |
W Melitopolu zaczęła się na poważnie operacja wysadzenia
okupacji. Każdej nocy wybuchają jakieś obiekty armii rosyjskiej i władz okupacyjnych.
Część to dzieło ukraińskiej artylerii, część partyzantów.
Rosyjski bojec, próbujący zgwałcić nieletnią, zapłacił dosłownie gardłem.
Zdarzenie utrwalono na nagraniu z monitoringu miejskiego.
Ukraiński mer Melitopola zapowiedział, że działania dywersyjne będą się
nasilały aż Rosjanie wycofają się z miasta.
Ukraina i Rosja szykują się do świętowania. Ukraina ma za
parę dni Dzień Niepodległości, Rosja zaś dzisiaj obchodzi dzień flagi Rosji.
Jedni i drudzy dali swoim urzędnikom wolne, ograniczyli ruch komunikacji
publicznej i swobodę gromadzenia się.
Ukraińcy zrobili wreszcie paradę zdobycznego i zniszczonego rosyjskiego sprzętu
na Chreszczatyku w Kijowie.
Alina Kabajewa, gimnastyczka i domniemana kochanka Putina
zaniemogła. Car kazał jej udać się na świętą górę Athos w Grecji i tam modlić
się o zdrowie. Tyle, że do republiki mnichów nie ma wstępu nic żeńskiego. Nawet
kozy. Kabajewa przerobiła więc paszport na Alika Kabajewa i tak udała się do
Grecji. Sprawa się oczywiście rypła, wywołując śmiech i konsternację.
 |
Dokumenty "Alika Kabajewa" |
Turcja uszczelnia sankcje wobec Rosji. Nie obyło się bez
delikatnej presji ze strony USA.
Opozycyjny rosyjski adwokat Marek Fejgin uważa, że Chiny i
USA zamierzają podjąć rozmowy w sprawie losu Rosji. Szykuje się rozbiór
imperium?
 |
Satyryczne określenie strat ukraińskich w wojnie z Rosją. |
Komentarze
Prześlij komentarz