Nadal wbrew temu, na co patrzą oczy Europy i świata, dzieje
się nie w Donbasie, a na południu.
Ukraińskie wojska dociskają Chersoń, próbując przez
Kisielówkę przebić się do miasta.
Ale to nie takie proste.
Raz, że Ukraińcy owszem, atakują pozycje rosyjskie pod Kisielówką i Snihurywką,
gdzie Rosjanie są bardzo dobrze okopani, ale też próbują od południa obejść tę
pierwszą.
Jak reagują Rosjanie? Standardowo: na zagrożony odcinek ściągają posiłki.
Częściowo z Krymu, a częściowo z północnego odcinka frontu chersońskiego. Z
czego prosty wniosek, że za chwilę nastąpi uderzenie na północy, od strony
Krzywego Rogu, albo na odcinku rzeki Inhulec.
W zasadzie na odcinku Inhulca uderzono w nocy, wyzwalając trzy wsie, ale w
ciągu dnia kacapy odbili jedną z nich.
Kiedy Ukraińcy przebiją się na wysokości Kisielówki, to nic nie będzie stało na
przeszkodzie, żeby weszli do Chersonia. To nie jest pytanie, czy, tylko kiedy.
A w mieście rozlepiono plakaty, żeby okupanci uczyli się ukraińskiego hymnu, bo
wkrótce im się przyda.
Z kolei na odcinku zaporoskim SZU przełamały front i wbiły
się na 10 km w głąb pozycji rosyjskich. To bardzo ryzykowne, bo taki klin łatwo
odciąć, ale też pokazuje stan stojącej tu rosyjskiej 58 Armii.
Ukraiński mer Melitopola zapowiedział, że wkrótce oba miasta (Melitopol i
Chersoń) zostaną wyzwolone.
Co to zmieni? Po pierwsze, rojenia o przyłączeniu Zaporoża i
Chersońszczyzny do Rosji wylądują na półkach (szczególnie, że o ile można
historycznie polemizować w kwestii Krymu i Donbasu, to nijak nie da się wykazać
historycznej rosyjskości Zaporoża). Po drugie, znacznie ważniejsze, Melitopol
leży na lądowej drodze na Krym i jego zdobycie przez Ukraińców tę drogę
przecina. Zajęcie Chersonia zaś pozwala wyrzucić przeciwnika z prawego,
zachodniego brzegu Dniepru i w konsekwencji zabezpiecza Odessę przed atakiem z
tej strony. Oba miasta otwierają Ukraińcom drogę na Krym.
Rosjanie jednak dali się wpuścić w Donbas, gdzie zgodnie z
planem ukraińskim ugrzęźli.
Tak, udaje im się powoli posuwać do przodu, ale Sewerodoniecka wciąż nie są w
stanie zdobyć, a nawet dziś znów stracili kontrolę nad Metolkino (przynajmniej
częścią). O ataku na Lysyczańsk mogą na razie zapomnieć. Podobnie zdobycie
jakiś czas temu Limana niewiele zmieniło, a oddziałów ukraińskich w rezerwacie
Święte Góry wciąż nie mogą pokonać. Zajęli wieś Dolina nadal szarpią się o
Bohorodyczne, a Słowiańsk spokojnie szykuje się do obrony. Tymczasem z zachodu
SZU nadal naciskają na Izjum.
 |
Stanowisko rosyjskich najemników z Grupy Wagnera.
|
Pod Starym Sałtywem sowieci wyprowadzili przeciwuderzenie,
żeby odzyskać utracone pozycje, ale na tym się skończyło. Do popołudnia
natarcie wytraciło impet.
W Doniecku znów poszedł za rosyjskim okrętem wojennym
kolejny rosyjski magazyn amunicji.
Wczorajszy ostrzał prawie całkowicie zniszczył siedzibę 1 Korpusu Ludowej Milicji
Donbabwe.
Przy okazji, magazyn wysadzony w Chrustalnym to nie był
jakiś sobie magazynek, tylko kolejowa składnica tranzytowa. Bojcy magazynowali
ją na terenie dużego zakładu, gdzie spokojnie dałoby się stworzyć kilkanaście
małych magazynków. Ale bojcy postanowili zgromadzić wszystko w jednym miejscu,
no i było BUM!
Widać więc, że Ukraińcy po prostu trzymają fronty w
Donbasie, zmuszając przeciwnika do pakowania tu tysięcy bojców i sprzętu, a
rzeczywiście ważne rzeczy dzieją się pod Chersoniem i Melitopolem.
Rosjanie po raz drugi dali się wciągnąć w identyczną zasadzkę, jak w Mariupolu,
gdzie przez trzy miesiące wytracali 20 batalionowych grup taktycznych. Tych
samych, których zabrakło gdzie indziej.
Dzieje się też w Mołdawii. Po wywaleniu z urzędu
prorosyjskiego prezydenta, Mołdawia zwróciła się na Zachód i nawet wczoraj
odbyła się wspólna sesja parlamentów Rumunii i Mołdawii.
Za to dziś w Kiszyniowie pojawili się demonstranci, domagający się ustąpienia „proamerykańskiego,
imperialistycznego rządu”.
Widać, że Rosja chce opanować Mołdawię, aby w oparciu o nią stworzyć drugi
front przeciw Ukrainie i zablokować pomoc międzynarodową. Szkopuł w tym, że
Rumunia zadeklarowała obronę suwerenności Mołdawii, a na terenie Rumunii, jako
wzmocnienie stacjonują jednostki NATO, w tym polskie.
Na zatopionym rakietami rosyjskim holowniku ratowniczym wypakowanym
bronią i amunicją zginęła jakaś liczba elitarnych bojców z jednostki specnazu
Alfa.
Ostrzelanie wsi Purdówka, która leży w głębi Ługandy,
rosyjscy propagandyści tlumaczą ostrzałem ze świeżo dostarczonych polskich moździerzy.
Tak, moździerz, który ma zasięg góra 3 kilometry, a to, co dostali Ukraińcy – 1
km, trafił w cele oddalone o 9 km od pozycji ukraińskich. Strzelców Moskale
niech szukają u siebie.
Komentarze
Prześlij komentarz