Dziennik wojny - dzień sto czterdziesty trzeci
Szojgu, jak mówią na Ukrainie "hodowca reniferów", pełniący funkcję rosyjskiego ministra napadania na sąsiadów, omyłkowo określanym jako obrona, odwiedził wschodnie i południowe jednostki roszystów i zarządził, a jakże, zintensyfikowanie działań na całym froncie. Rozumiecie? Jedyny poważniejszy sukces w całej wojnie, czyli zajęcie prawie całej Ługańszczyzny, sowieci uzyskali koncentrując wszystkie siły na jednym odcinku, więc teraz dostają rozkaz atakowania na całej linii. Dokładnie tak, jak wtedy, gdy przerżnęli pierwszą fazę wojny. Jak już pisałem: nawet jeśli w Armii Rosyjskiej są ogarnięci dowódcy, bo są, co pokazała ofensywa na Lysyczańsk, to beton nie pozwoli im się rozwinąć, a ignoranci na najwyższych szczeblach zmarnują ich sukcesy. Czy tego żałuję? Nie, ale z ludzkiego i oficerskiego punktu widzenia współczuję im, choć to wrogowie. Miałem kiedyś przełożonych durniów i wiem, jak to jest bić głową w mur, pokazywać, jak można coś zrobić dobrze, a w nagrodę zostać odsun...