Dziennik wojny - Atak na Wenezuelę, zamieszki w Iranie i nowa akcja GUR - dni trzysta dwunasty, trzysta trzynasty, trzysta czternasty i trzysta piętnasty czwartego roku (1407, 1408, 1409 i 1410)
Zabrałem się za opisywanie sytuacji w Wielkiej Brytanii, gdzie armia otwarcie postawiła się premierowi, ale nim skończyłem otworzył się worek z imbami.
Najważniejsza z nich to amerykański atak na Wenezuelę, ujęcie i wywiezienie do stanów samozwańczego prezydenta tego kraju Nicolasa Maduro. Sam atak ma niesamowicie ciekawy kontekst globalny i już wywołuje perturbacje w rozgrywce mocarstw.
Po kolei.
Szachy wokół Wenezueli trwają od ponad dwóch miesięcy, czyli od momentu, kiedy w połowie października USA zaczęły rozstawiać swoje pionki i figury w rejonie tego kraju, po czym wprowadziły blokadę morską, niszcząc trzydzieści łodzi przemytniczych z narkotykami oraz blokując kolejne tankowce, próbujące przełamać embargo na wenezuelską ropę.
I tu pojawia się stary tankowiec Bella 1, zarejestrowany w Gujanie, a wcześniej w Panamie, Palau, Liberii i Wyspach Marshala, należący do działającej w Turcji, ale zarejestrowanej w Panamie firmy Louis Marine Shipholding Enterprises. Jest to klasyczna firma "krzak", o której poza tym, że jest, nie wiadomo w zasadzie nic.
Bella 1 wypłynęła z Chin, żeby poprzez Iran dotrzeć do Wenezueli i wrócić do Chin wypakowany nielegalną, bo objętą embargiem ropą naftową. Jej epopeja zaczęła się po zajęciu przez siły USA dwóch tankowców łamiących blokadę. Pierwszy to Skipper (hehehe), a drugi to Centuries. Oba załadowane wenezuelską ropą.
W chińskich mediach, szczególnie na znanym nam już portalu NetEasy rejs Belli 1 był określany, jako test amerykańskiego zdecydowania. Komentarze były w duchu:
No, zobaczymy, czy USA mają jaja i zaatakują tankowiec pod ochroną Chin
Bella 1 już wcześniej była objęta sankcjami jako część rosyjskiej floty cieni, której rejsy pomagają zaopatrywać terrorystów na całym świecie (w tym Houti).
Władze amerykańskie uznały jednak, że statek, który nie ma wywieszonej żadnej bandery, a państwo rejestracji zmienia częściej, niż jego załoga majtki, nie jest pod niczyją ochroną i postanowiły go przejąć zanim dopłynie do Wenezueli.
To jest opublikowana przez amerykańskie władze rzekoma próba abordażu Belli 1, ale skoro statek uciekł, to raczej dotyczy to innego, podobnego tankowca (oficjalnie USA nigdy nie twierdziły, że to jest ten statek, jednak opublikowały film, kiedy Bella 1 była w rejonie Wenezueli)
Kapitan Belli 1 postanowił jednak popsuć im szyki, wyłączył sygnał lokalizacyjny i zmienił kurs tak, żeby być poza zasięgiem sił amerykańskich.
Zaczął się dwutygodniowy pościg Coastal Guard za tankowcem, który na moment został wstrzymany, gdy kapitan namalował na burcie rosyjską flagę, ale Rosja potwierdziła, że Bella 1 nazywa się Marinera z portem macierzystym w Soczi. Po czym zażądała odczepienia się od jej statku. Amerykanie uznali jednak po namyśle, że zmiana nazwy i bandery podczas rejsu jest nielegalna i zgodnie z prawem morskim stanowi de facto akt piractwa. Po czym podjęły pościg dalej, który nadal trwa.
W międzyczasie, wobec nacisków USA na Wenezuelę i Maduro, żeby dobrowolnie oddał władzę, do kraju tego przyjechała delegacja Chin, złożona z wysokich urzędników chińskiego MSZ. Wczoraj spotkali się z Maduro, któremu potwierdzili poparcie Chin przeciw Stanom i zapewnili o chińsko-wenezuelskim partnerstwie.
I jakby dla weryfikacji tych deklaracji dziś w nocy siły amerykańskie przeprowadziły atak na na Wenezuelę.
Nie wiadomo, przy tym, czy chińska delegacja mogła podziwiać sprawność boysów, bo na tę chwilę nie wiadomo, czy już wyjechała, czy z okien hotelowych apartamentów podziwiała widoki.
Jeśli to drugie, to musiała być pod wrażeniem.
Baza wojskowa Fuerte Tiuna koło Caracas
W ciągu kilku godzin zlikwidowane zostały wenezuelskie bazy wojskowe, w tym lotnicza La Carlota, trafieni zostali najważniejsi oficjele reżimu, a sam Maduro razem z żoną Cecilią Flores, zostali wzięci do niewoli przez oddział Delta Force, po czym wywiezieni do USA, gdzie już w 2020 roku (czyli za czasów Joe Bidena!) sformułowany został przeciw nim akt oskarżenia o narkoterroryzm. Grozi im pięćdziesiąt lat więzienia.
![]() |
| I już w Stanach w rękach agentów DEA, czyli amerykańskiej agencji antynarkotykowej |
Oczywiście, akcja spotkała się z oburzeniem i potępieniem głównie ze strony Rosji i Chin oraz ich sojuszników, a także wzniosłych pięknoduchów, którzy wyobrażają sobie, że bandytów uziemia się piosenkami i rysowaniem kredą po chodniku.
Unia Europejska zareagowała hamletyzowaniem w stylu
Przemoc jest niedobra. Ale Maduro nie ma legitymacji do rządzenia. Ale trzeba deeskalować. Ale popieramy demokratyczne reformy. Ale z bandytami to trzeba grzecznie.
Przypomina to reakcję nauczycieli w szkole (byłej) mojej córki, którzy największą aferę zrobili o to, że przywaliła chłopakowi, próbującemu ją obmacywać. To, że smarkacz powinien trzymać łapy przy sobie, już nie było takie istotne.
Europejskie elity to byli, są i będą frajerzy, których trzeba chronić przed nimi samymi.
Sytuacja jest rozwojowa i dopiero się okaże, czy USA wyjdą z niej obronną ręką. Na razie sytuacja rozwija się pomyślnie.
Misja wykonana, strat własnych nie ma.
| A Wojenkor (Wojenny Korespondent) Kotenok obawia się (słusznie), że ten sprzęt trafi teraz na Ukrainę |
Taka akcja, jak ujęcie i uprowadzenie Maduro nie mogła być wykonana bez pomocy najbliższego otoczenia dyktatora. Teraz jego ludzie będą na pokaz protestować i domagać się zwolnienia go, ale za plecami już najprawdopodobniej negocjują ze Stanami warunki pokoju.
A co na to zwykli Wenezuelczycy?
"Protestują"
"Rozpaczają"
"Grożą odwetem"
| Za to w Berlinie naprawdę protestują. Oni nawet śmieszni nie są |
Wenezuela jest dla prezydenta Trumpa tym, czym była Grenada dla prezydenta Reagana. Dzięki niej odczarowany został po raz kolejny kompleks Wietnamu (obecnie także Iraku i Afganistanu).
Na logikę, USA nie powinny teraz "zaprowadzać demokracji" (zgodnie z własnymi deklaracjami ze Strategii Bezpieczeństwa Narodowego), tylko pozwolić Wenezuelczykom zaprowadzić własne rządy, jakie chcą (o ile rządy te będą zgodne z interesem USA). Słowem, niech Wenezuelą rządzi nawet sukinsyn, ale to ma być nasz sukinsyn.
Cała akcja ma jednak mały smaczek. Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza (oni naprawdę nadal nazywają się, jakby ich kto wyjął ze stalinowskiej zamrażarki) właśnie skończyła manewry wokół Tajwanu. W ich trakcie odegrano rytualny taniec pod nazwą "jak przeprowadzimy desant na wyspę". Zrobiono dużo szumu, dużo huku, dużo błysków, dużo huku. I wrócono do koszar.
I na drugi dzień Amerykanie pokazali
Tak się przeprowadza takie operacje.
Jeszcze bardziej wizerunkowo dostała Rosja, bo amerykańska operacja wojskowa trwała krócej, niż jedną dobę.
Generalnie akcja z Wenezuelą ma dla USA kilka istotnych znaczeń:
- podkreśla, że deklarowana w Strategii realizacja doktryny Monroe (Ameryka dla Amerykanów, Chiny i Rosja won!) nie jest tylko pustym zapisem,
- pokazuje, że USA mają siły, środki i wolę do skutecznego przeprowadzenia tego typu operacji w swojej strefie wpływów - to konkretne pogrożenie palcem wszystkim latynoamerykańskim reżimom, stawiającym się Ameryce,
- uświadamia władzom chińskim, że nawet obecność ich polityków w strefie, którą USA uznają za swoją, nie chroni tego obszaru przed gniewem USA - wtrącasz się w nasze sprawy na własną odpowiedzialność,
- amerykańskiemu społeczeństwu pokazuje, że nowa administracja wie, jak prowadzić szybkie i skuteczne działania militarne, w których boysi nie ponoszą strat,
- a entuzjastyczne poparcie zwykłych Wenezuelczyków dla USA (o ile Amerykanie z właściwym sobie wdziękiem tego nie schrzanią) to dodatkowy bonus.
To kolejny krok do przygotowania rednecków do tego, żeby zaakceptowali udział USA w większej wojnie.
Od razu prezydent Trump wskazał następny cel.
Pisałem poprzednio o wywiadzie, jakiego udzielił prezydent Pezeszkian portalowi ajatollaha Chamenei'ego.
Na tle opisanej tam fatalnej sytuacji ekonomicznej w Iranie doszło do rewolty, która trwa już od tygodnia.
Skutki wojny z Izraelem oraz suszy powodują nie tylko problemy z zasilaniem. Generalnie cała, i tak krucha w wyniku sankcji, gospodarka Iranu właściwie się zawaliła. Żywność podrożała o siedemdziesiąt procent, inflacja przekroczyła pięćdziesiąt procent, a irańska waluta rial wart jest mniej, niż śmieci (prawie półtora miliona - tak MILIONA! - rialów za dolara).
Wymiana stu dolarów na riale. Za tę kwotę niedawno można było opłacić mieszkanie i kupić jedzenie. Dziś samo mieszkanie kosztuje trzy-cztery razy więcej
Rewolta zaczęła się od teherańskich bazarów, ale szybko objęła resztę kraju, w tym tak istotnych, jak Isfahan, czy Quom, mających znaczenie religijne. W kilku miastach policja otworzyła ogień do protestujących. Padli zabici.
| Obie mapki od Groka |
Protestujący wygrażają Chamenei'emu. Pojawiają się hasła powrotu dynastii Pahlawich na tron. Prezydent Pezeszkian "pochyla" się nad problemami protestujących. Policja strzela.
To trzydziestosiedmioletni Dariusz Ansani zamordowany przez policję podczas tłumienia protestów. Widać, że to nie jest przypadkowy pojedynczy strzał, tylko został trafiony serią z broni automatycznej
Jego pogrzeb był kolejnym protestem, w czasie którego padły hasła
Śmierć dyktatorowi!
Tłum w czasie dzisiejszej demonstracji w Teheranie krzyczy:
Zaczyna się mechanizm, który doprowadził do Powstania Styczniowego w Polsce, ale też do rewolucji islamskiej pół wieku temu (rany, już pół wieku! dokładnie czterdzieści siedem lat): jedna śmierć pociąga za sobą manifestacyjny pogrzeb, na którym policja strzela, kolejne pogrzeby, to kolejne manifestacje, na których policja strzela i tak do zmęczenia.- Pahlawi wróci!- Niech żyje szach!
Tegoroczne demonstracje są największe od 2022 roku, kiedy po zatłuczeniu przez policję religijną na śmierć Kurdyjki Mahsy Amini za "niewłaściwie" założoną chustę doszło do masowych wystąpień przeciw samowoli islamskiej bezpieki. Objęły one wtedy sto miast, ale były znacznie mniej dynamiczne i miały tło raczej obyczajowe (na przykład palenie chust i demonstracyjne nienoszenie ich), a nie ekonomiczne i bytowe. Protesty zostały wtedy stłumione, choć prawo obyczajowe poluzowano.
Teraz sytuacja jest zupełnie inna. Ludzie protestują, bo nie mają nic do stracenia. Sytuacja ekonomiczna i socjalna jest tak fatalna, że dla wielu jedynym wyborem jest, czy umrze z głodu, czy zabije go policja.
I nie przesadzam. Wskaźniki makro, wskaźnikami makro, ale na poziomie życia przeciętnego Irańczyka sytuacja przedstawia się tragicznie.
Siedem milionów Irańczyków żyje na poziomie absolutnego głodu. Ośmiu na stu Irańczyków głoduje. To więcej, niż średnia dla wiecznie głodnej Afryki.
Średnie spożycie spadło poniżej dwóch tysięcy stu kalorii dziennie, co oznacza niedożywienie. W skali całego narodu. To jest tyle, ile w Korei Północnej, czy w PRL w stanie wojennym, nieco więcej, niż w Polsce w czasie II wojny światowej.
Przeciętna pensja nie wystarcza na pokrycie podstawowych potrzeb. Odpowiada trzem czwartym koniecznych wydatków, wliczając w to czynsz i jedzenie.
Zatem proch już był. Teraz wystarczyło rzucić zapałkę.
Bunt zaczął się od tego, że na teherańskim bazarze handlarze zamknęli sklepy wywieszając kartki
Z powodu drożyzny nieczynne.
Moment wybuchu protestów. Jeszcze spokojnie w trakcie strajku kupców na bazarze w Teheranie
Władze zażądały otwarcia sklepów, co wywołało oburzenie. Do kupców dołączyli klienci
Spróbowały kupców przymusić do otwarcia sklepów za pomocą policji
I poszło!
W kilku prowincjach zapłonem było wyczerpanie się zapasów dotowanego chleba i oleju.
Mamy zatem dokładnie taki scenariusz wybuchu demonstracji, jaki zaistniał w czasie rewolucji lutowej w Rosji w 1917 roku.
Co ciekawe, ludzie skrzykiwali się na demonstracje za pomocą mediów społecznościowych pomimo kontroli i blokowania internetu przez władze. Głównym kanałem był Telegram, z którym łączono się przez VPN.
Widać paluszki?
Przecież strajk kupców na bazarze w Teheranie nie był "spontaniczny". Był zaplanowany i przeprowadzony tak, żeby doszło do protestów. One miały być się odbyć.
Po co?
Jeszcze raz:
prezydent Pezeszkian mówi, że
- protestujący mają rację,
- gdyby urzędnicy swoją pracę traktowali, jak służbę ludowi, nie byłoby tej sytuacji,
- jeśli problemy ludzi nie zostaną rozwiązane, winni skończą w piekle (można to rozumieć religijnie, ale też całkowicie materialnie).
To jest dokładnie ta wypowiedź
- Jeśli ludzie są niezadowoleni, to my jesteśmy winni, a nie Stany Zjednoczone ani nikt inny. Naszym obowiązkiem jest rozwiązanie problemów ludzi. Nasze niepowodzenia są wynikiem złego zarządzania
- mówi prezydent Pezeszkian
- Gdybyśmy posłuchali poleceń Dowódcy Wiernych, nasza sytuacja nie wyglądałaby tak. Dowódca Wiernych mówi: „Napełnij swoje serce służbą tym ludziom”.
Okrasza to retoryką rewolucyjną, wołając, że urzędnicy są gotowi na męczeństwo w obronie republiki i islamu, ale to ma tyle samo sensu, co wszelkie tego typu zaklęcia.
Przy czym trzeba pamiętać, że Pezeszkian jest człowiekiem reżimu. On nie próbuje obalić systemu, tylko tak go zmienić, żeby nie zawalił się, ale trwał w nowej formie. Kiedy uzna, że sytuacja idzie za daleko, nie zawaha się użyć siły, żeby ją ustabilizować.
Jeśli wykluczymy spontan na taką skalę (bo taki spontan nie istnieje) i zauważymy mechanizm sprowokowania wystąpień, to po odrzuceniu tego, co niemożliwe (inspiracja zewnętrzna), zostaje tylko działanie własnych służb.
Po co?
Po to, żeby wzmocnić pozycję prezydenta Pezeszkiana względem betonu. Temu służyło opublikowanie wywiadu na portalu Chamenei'ego, temu służy postraszenie betonu gniewem ludu. To jest ten sam scenariusz, którym u nas zmuszono beton partyjny i elity solidarnościowe do rozmów przy Okrągłym Stole. Jedni i drudzy bali się niekontrolowanego wybuchu społecznego, więc w ramach przygotowań w 1988 odpalono strajki, po czym rozpoczęto rozmowy.
Czy teraz dojdzie do rozmów z irańską opozycją?
Być może. Tragiczna sytuacja kraju wymusza takie działania, które pozwolą zdjąć odium za katastrofę choć w części z rządzącego reżimu i podzielić się nią, a także kosztami reform, z opozycją. Dokładnie tak samo, jak u nas podzielono się z opozycją kosztami transformacji.
Trzeba dużo zmienić, żeby nic się nie zmieniło.
Jak o zmianach, to przeskakujemy do Jebanarium (nowi czytelnicy bloga zwrócili mi uwagę, że nie rozumieją tego określenia, więc wyjaśniam, że to podebrana od Ukraińców nazwa Rosji, gdzie wszystko jest pojebane).
Jeden z Putinów wygłosił okolicznościowe orędzie noworoczne.
I nie byłoby w tym nic szczególnego, poza zwykłym bełkotem, gdyby nie...
Krawat!
Gdy przemówienie się zaczęło, jeden z Putinów miał na sobie krawat czarny. Jak na pogrzeb. Ktoś szybko skojarzył, że to nie ta okazja. Przemówienie wyłączono i po krótkiej przerwie puszczono jeszcze raz. Tym razem z krawatem czerwonym.
Tyle, że nie we wszystkich republikach i regionach Erefii zajarzyli, w czym problem i gdzieniegdzie poszedł materiał "pogrzebowy". I teraz ludzie mają zabawę, bo porównują dwa identyczne przemówienia, różniące się tyko krawatem.
W ślad za tym przypomniano też wtopy z poprzednich lat i wrócił temat, czy telewizyjne wystąpienia Putina są prawdziwe, czy generowane przez sztuczną inteligencję?
Do tego pod zamieszczonym w internecie orędziem wysypały się komentarze życzące gospodarzowi Kremla szybkiego zgonu.
Filmik mam od użytkownika Xra o ksywce Aryo
I tu mam zagwozdkę, bo mocno wątpię, by sami Rosjanie ryzykowali w takiej skali negatywne komentarze. Pomijając, że od lat istnieją sposoby na moderację komentarzy w czasie rzeczywistym. Czy też wyłączenia komentarzy w ogóle.
To nie jest wiedza tajemna.
Zatem nawet jeśli te teksty wpisywali zmęczeni wojną i zirytowani ludzie (a nie trolle GUR lub SBU), to ktoś je przepuszczał. Ktoś podjął decyzję, żeby poszły i żeby się pojawiły. I żeby ileś ludzi je przeczytało.
To mogła być akcja oddziaływania na morale przeciwnika, przeprowadzona przez służby ukraińskie, ale w kontekście sprawy z krawatem możliwe też, że wyszło to od służb rosyjskich.
I trzecia sprawa.
Jest sobie dziwny sygnał radiowy nazywany UVB-76 (prawdopodobnie błędnie, bo jego samoidentyfikacja to UZB-76, ale także używa innych znaków, jednak UVB nigdy nie wystąpiło). To jednostajny buczący sygnał, sporadycznie jednak można na tej częstotliwości usłyszeć coś więcej.
Ale tym razem to coś więcej było bardzo ciekawe. Stacja UVB-76 (zwana Radiem Zagłady, gdyż podejrzewa się, że jest to automatyczne radio mające sterować bronią atomową w razie wojny) nadała „Jezioro łabędzie”, piosenkę „First Time” zespołu „Red Mold”, „Summer and Crossbows” oraz „Pig Slaughter”, utwór o „Muzykantach z Bremy” ze słowami „Nie ma nic lepszego na świecie niż ... latanie rakietą nad Kijowem”.
Dziwne jest szczególnie nadanie fragmentu Jeziora Łabędziego, bo od lat balet ten nadawany jest w rosyjskiej telewizji, kiedy umrze ktoś z najwyższej półki moskiewskiej władzy.
I znowu pytanie, czy to sabotaż ukraińskich służb, czy jednak działanie służb rosyjskich? I co miałby oznaczać?
Jedna z możliwych hipotez jest taka, że te zacięcia rosyjskiego Matrixa są wstępem do zmiany na szczytach władzy. Putin oficjalnie umrze (bez względu na to, czy nieoficjalnie nadal żyje, czy nie). Najbardziej skompromitowani z jego otoczenia "wypadną z okna", a trzeci garnitur przejmie władzę, żeby teraz robić "prawdziwie demokratyczną, liberalną i prozachodnią" Rosję. Do napaści na kolejny kraj.
A jak jesteśmy przy służbach ukraińskich, to na odchodnem przed zmianą pracy generał Budanow strzelił Moskali gołym pośladem w pyski tak, że pół świata ma ubaw.
27 grudnia Rosyjski Korpus Ochotniczy i władze ukraińskie oficjalnie ogłosiły śmierć twórcy i dowódcy RKO Denisa Kapustina/Nikitina o ksywce "White Rex".
Wszyscy opłakali Nikitina.
Aż tu nagle, 1 stycznia 2026 roku generał Budanow opublikował film, na którym White Rex stoi jak żywy i wspólnie z jeszcze jednym człowiekiem z wywiadu (którego tytułuje pułkownikiem) opowiadają o kolejnej mistrzowskiej prowokacji.
- Gratuluję powrotu do życia
- powiedział generał Budanow do Nikitina/Kapustina
GUR w sprawie White Rexa w zasadzie powtórzył zagrywkę z początku inwazji, kiedy przejął rosyjską agenturę w Kijowie, czym sparaliżował działanie V kolumny.
Podobnie teraz.
GUR ustalił środkami operacyjnymi, że Moskale chcą wyeliminować Denisa Nikitina, którego działalność, a szczególnie jego Rosyjski Korpus Ochotniczy, są solą w oku Kremla.
Nikitin, stuprocentowy rosyjski nacjonalista, powiązany z wywiadem wojskowym GRU, otwarcie krytykuje (i krytykował od początku) agresję Erefii przeciw Ukrainie, jako szkodzącą rosyjskim interesom. Krytykuje też powiązanie Rosji z Chinami, nadmierną aktywność środowisk islamskich i imigrantów z Azji Środkowej w Rosji.
Krytykuje też to, co dzieje się na Zachodzie i w UE.
Nikitin jest chodzącym wyrzutem względem Kremla, że można być rosyjskim nacjonalistą, nie będąc imperialistą jednocześnie. Jest żywą alternatywą względem putinizmu, podobnie, jak Ukraina jest żywą alternatywą względem Rosji.
Dlatego Kreml nie może mu pozwolić chodzić po tym świecie.
I dlatego zdecydowali się go wyeliminować.
Ogłoszono nagrodę w wysokości pół miliona dolarów za likwidację Nikitina.
Zgłosił się człowiek, twierdzący, że może to zrobić. Uwiarygodnił się, pokazał, że faktycznie ma dojście do "White Rexa".
Zgodnie z instrukcjami "oznaczył" cel, dron uderzył. W mediach ogłoszono likwidację Nikitina.
Przelew poszedł na wskazane przez wykonawcę konto.
Konto należy do GUR, bo wykonawcą, a raczej "wykonawcą" zamachu był oficer operacyjny GUR...
W efekcie RKO ma nie tylko żywego Nikitina, ale i pół miliona dolarów na zakup broni i amunicji.
Sprawa jest o tyle poważna, że za jednym zamachem ściągnięto całą sporą siatkę rosyjską, która działała po stronie ukraińskiej.
W Moskwie muszą teraz szaleć z wściekłości. Wykonawcy operacji, którzy już chyba zdążyli przytulić nagrody za skuteczną akcję, muszą się tłumaczyć za jej spartolenie. Od góry do dołu. Prawdopodobnie kilka osób poleci ze stanowisk. Kogoś wywalą. Ktoś wpadnie pod samochód lub wypadnie z okna...
Taka kompromitacja zdarza się raz na sto lat.
Czy jest możliwe jednak, że sam film jest fejkiem? Teoretycznie. Jedyny punkt weryfikacji daty to słowa Nikitina
- S nowym gadom!
czyli
- Szczęśliwego Nowego Roku.
To w zasadzie wyklucza możliwość fałszerstwa, bo trzeba byłoby zawczasu założyć, że zamach nastąpi w okolicach Sylwestra.
To była ostatnia misja generała Cyryla Budanowa jako szefa wywiadu Ukrainy. Od teraz będzie szefem Kancelarii Prezydenta na miejsce Andrzeja Jermaka skompromitowanego aferami korupcyjnymi.
Z przetasowań kadrowych, nowym ministrem obrony ma zostać młody, zaledwie trzydziestoczteroletni specjalista od IT Michał Fedorow. To jego zasługą jest między innymi dronizacja i informatyzacja SZU.
Z kolei stanowisko ambasadora w Wielkiej Brytanii chce opuścić generał Walery Załużny. Mówi się o powrocie na stanowisko głównodowodzącego SZU, ale czy tak się stanie, to się okaże.
W każdym razie, najmocniejszy i niezatapialny szef wywiadu wojskowego, niewątpliwy bohater wojenny jako szef Kancelarii Prezydenta to mocny atut w negocjacjach. Ten człowiek będzie znał strategię partnerów negocjacyjnych zanim oni ją ułożą.
Na froncie brak poważniejszych zmian. Poza tym, że Moskale pod Kupjańskiem dostali furii, ale na razie nie zmienia to sytuacji. Choć bez uzupełnień Ukraińcom trudno będzie utrzymać pozycje.
Brak zmian na froncie wygląda tak
Film od Damiana Dudy z Fundacji "W Międzyczasie"
A, byłbym zapomniał. Rosyjska prowokacja z rzekomym atakiem na Wałdaj skończyła się tak, jak przewidywałem.
![]() |
| Kompletnie nie ma przy tym znaczenia, wymijająca odpowiedź prezydenta Trumpa na pytanie dziennikarzy dzień wcześniej. Ale o tym może w następnym wpisie... |
"Anuszka już rozlała olej", a "Lusitania" wypłynęła z portu...










Zuch córa!
OdpowiedzUsuńNo zuch, ale ze szkoły (prywatna) chcieli ją za to wywalić. I to nie faceci, a kobiety, które wydawałoby się, powinny wziąć jej stronę.
Usuń