Dziennik Wojny - Kultura, propaganda i prowokacje - dni od dwieście czterdziestego szóstego do dwieście pięćdziesiątego trzeciego piątego roku (1707-1714)

 


Jest lato 2022 roku. W okupowanym Chersoniu ludzie starają się jakoś przetrwać. Ciągły stres i niepewność, obawa o najbliższych walczących na wojnie i jednak bliskość frontu, powodująca ciągły ostrzał tworzą atmosferę, w której najbliżsi stają się sobie wrodzy. Nawet matka z córką. 
I nagle pojawia się nauczycielka ze szkoły, która oferuje dzieciom dwutygodniowe wakacje na Krymie. Mimo obaw większość rodziców zgadza się. Dla wielu wyjazd dzieci to ostatnie pożegnanie z nimi...

Tak zaczyna się najnowsza opera produkcji amerykańsko-ukraińsko-polskiej, która niedawno miała premierę w Warszawie. Byłem na ostatnim z warszawskich przedstawień i powiem, że wbija w fotel, a łzy same lecą. Historia - oparta na autentycznych relacjach - wyprawy grupy matek po swoje dzieci na Krym. Mimo drobnych nieścisłości (w operze Most Antonowski wysadzili uciekający z Chersonia Moskale, choć to bardziej skomplikowane, bo w zasadzie w momencie wyzwolenia miasta most już nie nadawał się do użytku z powodu ukraińskiego ostrzału), treść libretta to sto procent prawdy. Wykorzystano autentyczne teksty rosyjskiej propagandy, wypowiedzi Moskali z Telegrama, relacje ocalonych ofiar uprowadzeń. 

Dla nas miłe, że Polska wspomniana jest krótko, ale bardzo pozytywnie.

Kojarzy się ten tekst z Ostatnim Bezpiecznym Domem Elronda z "Władcy Pierścieni" Tolkiena

Polecam serdecznie obejrzenie opery. Nawet jak ktoś nie przepada za tą formą sztuki, warto. 


Ta opera jest ważna z jeszcze jednego powodu. Przez dziesięciolecia Rosja w różnych postaciach prowadziła poprzez swoją kulturę działania ofensywne przeciw krajom Zachodu. Pokazywali siebie jako wspaniałych, mądrych, wzniosłych, a swoich przeciwników jako godnych pogardy. I to działało. Francuz, Anglik, czy Amerykanin swoją opinię o Polakach budował na podstawie dzieł Gogola, Dostojewskiego, Puszkina, czy Glinki. Ci sami budowali obraz także Ukraińców (choć Gogol jednak starał się budować mit Kozaków). 
Teraz Rosja dostaje na odlew własną bronią i to o potężnej sile rażenia. Chodzi zarówno o to, że mówimy o tak zwanej kulturze wysokiej, która trafia do środowisk opiniotwórczych, jak i o to, że opera "Matki Chersonia" jeździ brzytwą po emocjach. 


To tyle wstępu. 

Jak jesteśmy przy Chersoniu, to dziś późnym wieczorem kończy się rozejm w Oleszkach. 
Jest to chyba pierwsza tego typu inicjatywa, która nie została zakłócona przez żadną ze stron (jak dotąd najczęściej rozejmy naruszali Moskale). 
Miasto Oleszki położone na lewym brzegu Dniepru na przeciwko Chersonia od miesięcy stanowi bazę operacyjną rosyjskich operatorów dronów, bombardujących cywilów w Chersoniu. Nazywają to "Chersońskie safari". 

Atak na mężczyznę na targu w Chersoniu 4 sierpnia br.

Oczywiście Ukraińcy starają się zniszczyć stanowiska Moskali, ostrzeliwując budynki w Oleszkach. Moskale traktowali mieszkańców jako żywe tarcze. W dodatku miasto było zwyczajnie głodzone. Sklepy przestały funkcjonować w styczniu bieżącego roku, a ostatnia lądowa dostawa żywności miała miejsce 26 maja. Potem ludzie żywili się zapasami, tym co mieli w ogródkach, a nawet chwastami. 
Od marca 2026 SZU starały się zaopatrywać mieszkańców w żywność za pomocą dronów - małymi paczkami. Na przełomie września i października przeprowadzona została duża operacja dronowa, podczas której przerzucono około czterech ton żywności. 
Ostatecznie przy okazji obecnych prób negocjacji Pierwsza Dama USA Melania Trump wymediowała rozejm, w ramach którego mieszkańcom Oleszek została dostarczona pomoc humanitarna, a następnie ci, co chcieli, mogli wyjechać wybierając kierunek na tereny kontrolowane przez Ukrainę, czy do Rosji? 
Większość około półtora do dwóch tysięcy pozostała na miejscu. Z pozostałych znowu większość - 20 autokarów - wyjechała na tereny pod kontrolą Ukrainy. Zaledwie cztery autokary skierowały się w stronę Rosji. 

Zdjęcie z Oleszek. Autokary po prawej jadą na teren Ukrainy, autokary po lewej do Rosji

Powitanie uchodźców na terenie opanowanym przez Ukrainę

To jak jesteśmy przy negocjacjach, ciekawostka od Financial Times. Kojarzycie powtarzaną przez prezydenta Trumpa frazę, że prezydent Zełeński mógł zakończyć wojnę, ale nie chciał?

W skrócie: 
Trzej amerykańscy "biznesmeni" - przynajmniej jeden z nich to człowiek CIA - przerażonych jakoby widmem wojny nuklearnej podjęło własną inicjatywę pokojową. Poprzez kanały biznesowe dotarli do otoczenia Putina, którego zapytali, czego chce. Następnie nakreślili "plan pokojowy".
Gdy Warnig wrócił z Rosji, zaprosił Conna i Foresmana na spotkanie, które miało się odbyć 26 października na lotnisku we Frankfurcie. (...) Warnig powiedział Connowi, że spędził poprzedni wieczór sam na sam ze swoim przyjacielem. Odczytał odpowiedź Putina ze swojego notesu: „Nie mam innego wyjścia, jak tylko prowadzić operacje wojskowe”. Ale – czytał dalej Warnig – „jestem bardzo otwarty na negocjacje. Chcę rozmawiać o rozwiązaniach. Chcę pokoju dla Ukrainy”. Rozmowy w Stambule, które załamały się w kwietniu, mogłyby stanowić punkt wyjścia do negocjacji.
„Musimy to rozwiązać. Chcę, aby to rozwiązanie przetrwało sto lat” – odczytał Warnig. „Jeśli nie będzie innego wyjścia, będę kontynuował, wiedząc, że to będzie bolesne. Ale nie mogę się cofnąć i jestem gotowy do walki"
W odpowiedzi na to:
Grupa zaczęła nadawać kształt swojej propozycji pokojowej. Rosja wycofałaby się z większej części regionów, które Putin właśnie zaanektował, ustalając granicę na terytorium kontrolowanym przez nią na Krymie i w częściach Donbasu sprzed wojny. Ukraina uznałaby rosyjską kontrolę nad Krymem i zapewniła Rosji swobodny przejazd „mostem lądowym” prowadzącym na półwysep. Aby zapewnić trwałość zawieszenia broni, Ukraina otrzymałaby ochronę ze strony państw NATO, a Rosja rozpoczęłaby rozmowy z USA na temat odrębnego porozumienia w sprawie gwarancji bezpieczeństwa."
(...)
"Warnig i Rodniański zgodzili się zanieść projekt dokumentu do Moskwy i Kijowa, aby przywódcy mogli zgłosić swoje uwagi. Kiedy zebrali się ponownie 1 lutego 2023 roku, Warnig powiedział grupie, że Putin przeanalizował dokument punkt po punkcie, zakreślając fragmenty i bazgrząc komentarze. Jak przekazał Warnig, Putin zgodził się z ich propozycją dotyczącą linii frontu."

Wszystko miała popsuć postawa Kijowa: 

"Jednak sukcesy Ukrainy na polu bitwy zmieniły sytuację. Rodniańskiemu z trudem udawało się skłonić Zełenskiego oraz potężnego szefa jego kancelarii, Andrija Jermaka, do spojrzenia na dokumenty w jego telefonie. Oświadczyli mu, że nie pójdą na żadne ustępstwa wobec Putina w kwestii granic Ukrainy i uznali, że mogą zrealizować znaczną część pozostałych założeń planu grupy, nie oddając przy tym żadnego terytorium. Rodniański – który uważał, że USA powinny wywrzeć presję na Ukrainę, by ta przystała na porozumienie – stwierdził, że zachowywali się tak, jakby rosyjska armia miała nagle rozpaść się niczym wojska Saurona w finale „Władcy Pierścieni”.
Artykuł podsumowuje:
Uczestnicy tej inicjatywy uważają, że USA i Ukraina przegapiły potencjalną szansę na zapewnienie pokoju na warunkach znacznie korzystniejszych niż te, na które Putin jest gotów zgodzić się obecnie.

Conn nie chce sprawiać wrażenia, że był pewien sukcesu, ale uważa, że USA i Ukraina mogły zrobić więcej, aby sprawdzić gotowość Putina do dojścia do akceptowalnego kompromisu. „Jest wartość w powiedzeniu: »Hej, zajmijmy się teraz sytuacją na szachownicy i wymyślmy jakieś rozwiązanie, które doprowadzi do polubownego remisu, jaki wszyscy będziemy mogli zaakceptować.
Duby smalone! 
W tym samym czasie w Rosji trwała w najlepsze mobilizacja i wielka akcja propagandowa przeciw Ukrainie, obejmująca nawet wypowiedzi, że Ukraińców należy fizycznie co jednego eksterminować (zapraszam do sprawdzenia w archiwum bloga, bo o tym pisałem - wpisy od jesieni 2022 do wiosny 2023). Rosja nie zamierzała iść na żadne ustępstwa, a biznesmeni okazali się ciężkimi frajerami, wykorzystanymi cynicznie przez pułkownika KGB w jego grze wizerunkowej. 

Faktem jest jednak, że Kijów dał się tu wpuścić w pułapkę negocjacyjną. Putin upozorował gotowość do rozmów, choć "z ciężkim sercem" - oczywiście - zmuszony jest kontynuować wojnę (klasyczna retoryka psychopaty: 
- Widzisz, do czego mnie zmuszasz? 
Prezydent Zełeński i Andrzej Jermak wyszli w efekcie na tych, którzy nie chcą pokoju przez swoją arogancję i butę, choć ich stanowisko było sensowne i rozsądne i poprawnie oceniali kontekst całej gry. 
No trzeba przyznać, że Moskale rozegrali to znakomicie, a smród po tej akcji będzie się długo ciągnął za Kijowem. Nie wolno robić takich rzeczy, jak według artykułu zrobili władcy Ukrainy. 

Zostając przy kwestii oddziaływania przez kulturę, to na Ukrainie kręci się obecnie serial "Skrzydlate lwy" o tak zwanym "powstaniu lwowskim", czyli zbrojnym zajęciu Lwowa przez regularne oddziały ukraińskie, którym osłonę dały wycofujące się już z miasta władze austriackie. Tysiąc pięćset, a potem blisko dwa i pół tysiąca uzbrojonych i wyekwipowanych żołnierzy szybko zajęło kluczowe punkty w mieście, po czym z balkonu kamienicy Sobieskich ogłoszono powstanie państwa ukraińskiego - Ukraińskiej Republiki Ludowej. 
Polacy w tym czasie nie mieli we Lwowie żadnych zwartych jednostek, a jedynie kilkuset żołnierzy i oficerów z różnych formacji. Terror, jaki od razu narzucili Ukraińcy, spowodował jednak reakcję, w wyniku której zaczęła się oddolna samoorganizacja w celu walki w obronie miasta. 

Liczebnie Polacy szybko uzyskali przewagę, ale wziąwszy pod uwagę doświadczenie, zorganizowanie i uzbrojenie przez długi czas górą byli Ukraińcy, po czym powstał stan względnej równowagi

Czyli nie sposób mówić o powstaniu ze strony ukraińskiej. To było zbrojne opanowanie miasta przez regularne oddziały. Powstanie zrobili Polacy. 

Ostatecznie kolejne fale odsieczy ze strony polskiej przy braku uzupełnień ze strony ukraińskiej odrzuciły siły URL od miasta. 

Tyle fakty. Oczywiście, co widać z już ujawnionych fragmentów serialu prezentuje wersję kompletnie odklejoną od rzeczywistości.


Ma na to pójść czterdzieści siedem i pół miliona hrywien, czyli około miliona dolarów. Połowę z tego daje państwo ukraińskie.
Mówimy o kwotach, które pozwoliłyby:
  • utrzymać przez rok od dwudziestu do czterdziestu żołnierzy, czyli pluton wojska - PRZEZ ROK!
  • kupić około pięciuset dronów P1-SUN do przechwytywania Szahidów. 
I oczywiście, rozumiem potrzebę walki kulturowej, ale branie sobie na "dzień dobry" za cel kraju, od którego postawy jest się zależnym, to kolejny przyczynek do ukraińskiego genu samobójstwa. 
Warto odnotować, że sens realizacji serialu podważa prasa ukraińska i to ona wskazuje, że fundusze te lepiej przekazać na cele wojskowe. 

Ktoś powie, że najpierw chwalę produkcję bez wątpienia propagandową (choć opartą na faktach i w pełni prawdziwą - to się nie wyklucza), a teraz krytykuję wydawanie pieniędzy na inną produkcję propagandową. 
Tyle, że Ukraina na "Matki Chersonia" nie dała ani hrywny. To w całości projekt nowojorskiej Metropolitan Opera i warszawskiego Teatru Wielkiego Opery Narodowej. Choć kompozytor muzyki i dwóch wykonawców są Ukraińcami. 

To nie koniec. 
W Odesie wybuchła afera o język rosyjski. 
28 października deputowana do Rady Miasta Odesa Olga Kwaśnicka poddała pod głosowanie swój wniosek o zakazanie używania języka rosyjskiego na terenie Odesy. 

Wywołało to oczywiście protesty, bo Odesa jest jednym z najbardziej rosyjskojęzycznych regionów Ukrainy, co niczego nie dowodzi, bo rosyjskojęzyczni byli wszyscy obrońcy Azowstalu. 

Ostatecznie Kwaśnicka poległa na głosowaniu, bo poparło ją tylko osiemnastu deputowanych.

Z powodu braku quorum, bo ponad połowa zbojkotowała głosowanie, uchwała nie przeszła

Najlepsze jednak jest to, że w trakcie debaty Kwaśnicka nie zauważywszy, że ma wciąż włączony mikrofon, zaczęła mówić do swojego asystenta po... rosyjsku!

Na półkach biblioteczki, na tle której Kwaśnicka nagrywa swoje filmy, internauci znaleźli książki po rosyjsku. Nie tylko rosyjską klasykę literatury, ale nawet zwykłe przewodniki po Odesie


Ukraińskie prawo już reguluje użycie państwowego języka i ustanawia pewne ograniczenia wobec rosyjskich produktów kulturowych. Zamiast realizować istniejące normy, deputowana proponuje kolejne rozwiązanie, mechanizm, który wzbudził wątpliwości w trakcie obrad.
I to właśnie staje się naprawdę interesujące. 
Na kanale "Одесские расклады" na Telegramie czytamy:

Dlaczego wywoływać kolejny głośny językowy skandal w Odessie?
Szczególnie, gdy wyraźnie rozumiecie, jak rosyjska propaganda lubi takie historie.
Dla rosyjskich mediów, to praktycznie gotowa historia. W Odessie rosyjski język jest ponownie zabroniony, rosyjscy mówcy są uciskani i organizowane są językowe wojny. Wszystko, co pozostaje, to edycja niezbędnych materiałów i pokazanie ich publiczności.
A najbardziej nieprzyjemne jest to, że rosyjscy propagandyści nawet nie muszą wymyślić niczego takiego. Wystarczy, że zarejestrują przemówienia naszych własnych deputowanych.
Nie twierdzimy wcale, że Kwaśnicka celowo gra, żeby wywołać kryzys. Ale wywołuje się logiczne pytanie: dlaczego własnymi rękami tworzyć sytuacje informacyjne, które rosyjska propaganda tak chętnie wykorzystuje?
No właśnie. To jest dokładnie to, co kreowanie kultu UPA, Bandery i Suchewycza. Ukraińscy fanatycy mówią, że nikt im nie będzie narzucał, kogo mają mieć za bohatera - i w sumie słusznie - ale zupełnie nie zauważają, że właśnie dostarczają moskiewskiej propagandzie argumentów przeciw sobie. 
We wspomnianej na wstępie operze "Matki Chersonia" pokazane jest, jak Moskale piorą dzieciakom mózgi. Ale proszku i wody do tego prania dostarczają radośnie sami Ukraińcy. W każdym razie ich część. Ta słabiej myśląca.

I przechodzimy do największej i najświeższej imby w Kijowie. A w zasadzie obok. 
W zasadzie trudno napisać coś pewnego, bo jest mnóstwo informacji wzajemnie sprzecznych. 


Po kolei.
Wieczorem 2 listopada koło willi w Petropawłowskiej Barszczagówce koło Kijowa (eh, ta ich toponimia) zgromadził się tłum. Składał się z lokalsów oraz krewnych zarówno poborowych zwiniętych z ulicy, jak i dezerterów. Po pewnym czasie tłum podjął próbę dostania się na teren posesji. Doszło do zamieszek, w czasie których policja oddała strzały ostrzegawcze. 


Ostatecznie budynek został otwarty za pomocą karetki pogotowia, która jechała rzekomo ratować ofiary tortur. 

Lekarka z karetki na kolanach błagała o wpuszczenie jej

W środku było od kilkunastu do dwudziestu kilku poborowych i dezerterów, którzy byli tu przetrzymywani i "opracowywani" przed skierowaniem na szkolenie. Przede wszystkim pod kątem identyfikacji osoby i weryfikacji dokumentów. 
Budynek należał do 1 Korpusu Gwardii Narodowej "Azow". 

Tyle oficjalnie. 

Nieoficjalnie po sieci krąży, że budynek był nieoficjalnym więzieniem dla dezerterów, w którym byli oni "dyscyplinowani" torturami. 


Jedna z wersji mówi o czterdziestu przetrzymywanych i o zabójstwach. Ofiarą rzekomych sadystów z armii miał być czternastolatek, któremu nadgorliwcy mieli złamać nogę. 

Tak, to ten połamany idzie(!)

Do protestujących przyjechał generał Dymitr Budanow, który obiecał wyjaśnienie sprawy. 


A teraz niuanse. 

Zacznijmy od tego, że lekarka... nie jest lekarką!

To etatowa zadymiara. Coś takiego, jak u nas "Lodzia z KOD" lub "babcia Kasia". Ma 49 lat i nazywa się Walentyna Mołoda. Ma firmę kosmetyczną, która nie działa od 2023 roku 

Mołoda przewodniczy organizacji społecznej, która wystawiła jej legitymację dziennikarską. Posługując się nią już wcześniej organizowała demonstracje

Karetkę kupiła w 2024 roku na wyprzedaży

Z kolei czternastolatek, który rzekomo miał być torturowany brał udział w zadymie i po prostu spadł z murku

O, tutaj

Tak, to ten sam człowiek

Czy to wszystko wyjaśnia? 
Oczywiście, nie. Bo przecież ludzie z obrażeniami (nie tylko na twarzach) są faktem. Czterech żołnierzy 1 Korpusu potrzebowało faktycznie pomocy medycznej. Coś w tym budynku się działo i to raczej niezbyt chwalebnego, choć nie wyglądało to tak, jak pokazują moskiewskie rezonatory. 


Co prawda dowódca 1 Korpusu "Azow" Denis Prokopenko zapowiada stanowczą obronę dobrego imienia Korpusu

Ale zapowiedział też śledztwo wewnętrzne i wyciągnięcie konsekwencji wobec winnych ewentualnych uchybień

Osobne śledztwo prowadzi też prokuratura. 
- Nie można po prostu zrzucić całej winy na działania prowokatorów. Ta sytuacja ujawniła napięcia w społeczeństwie oraz fakt, że istnieją problemy, które należy rozwiązać
– oświadczył Budanow.

Przechodzimy do działań wojennych, szczególnie, że... mają one pewne związki z 1 Korpusem. 

Ludzie Denisa Prokopenki trzymają bowiem główną linię obrony od Kramatorska do Dobropola, w tym Konstantynówkę. Są dla Moskali wrzodem na zadzie, powodem, dla którego ofensywa na Donbas od miesięcy w tym rejonie stoi, a Konstantynówka wciąż nie jest przez Rosjan zajęta. 


Dodatkowo od lipca azowcy prowadzą operację "Piekło" polegającą na niszczeniu rosyjskiej logistyki paliwowej. Według danych Korpusu udało im się już zniszczyć ponad sto rosyjskich pociągów z paliwem i zaopatrzeniem dla bojców. 
Jeśli połączyć to z gigantycznymi stratami Moskali (tylko w październiku bieżącego roku ponad pięć tysięcy zabitych) na tym kierunku, łatwo zrozumieć, że skompromitowanie znienawidzonej ekipy (Prokopenko dowodził obroną Azowstalu) jest jednym z celów rosyjskich operacji psychologicznych - to poniekąd wyjaśnia kontekst afery w Barszczagówce. 

Pojawiły się po stronie ukraińskiej informacje, że rosyjski sztab generalny nakazał wstrzymać działania ofensywne na kierunku Donbasu i zabrał paliwo do Moskwy. 
Jest to raczej lipa i pobożne życzenia. Z 1 Korpusu dochodzą informacje, że intensywność rosyjskich ataków właśnie wzrosła, a nie zmalała. 

Co nie przeszkadza, że Ukraińcy nadal masakrują rosyjski przemysł naftowy. 

Tak wyglądał Nowokujbyszewsk rankiem 30 października

Za to Moskale masakrują ukraińską ludność cywilną.

Zaporoże po rosyjskim bombardowaniu

Czernihów i ojciec rozpaczający po tym, jak w rosyjskie bomby zabiły jego piętnastoletnią córkę i jej koleżankę


Te dwie dziewczyny

Zniszczona bombami podziemna szkoła w Komyszuwasze. Liczba ofiar sięga osiemdziesięciu osób (trzydziestu zabitych zidentyfikowano, pięćdziesiąt osób jest "zaginionych")

To ten atak. Film ze źródeł rosyjskich. Tak, oni się tym chwalą

Szkoła w Kuszuhum

Przed inwazją dzieciaki uczyły się tu języka polskiego

Hospicjum w Dnipro

Elektrociepłownia w Dipro dziś rano

Spowodowany ostrzałem blackout w Żytomierzu

I w Kowlu

Dla Moskali celem jest każdy człowiek, który nie zgadza się na ich panowanie. To coś innego, niż spory i konflikty między Polakami i Ukraińcami. To nawet gorsze, niż działania hitlerowskich Niemiec w Polsce. 

Wracając do frontu.
Pamiętacie, jak Moskale próbowali atakować nieczynnymi rurociągami? 
Nawet stawiali rurom pomniki. 
No to Ukraińcy po swojemu wzięli ich pomysł i przerobili tak, że miał on sens i za pomocą rury przeprowadzili przeciwuderzenie, które skutecznie odcięło od sił własnych rosyjskich bojców, którym udało się tymi samymi rurami, ale wcześniej przeniknąć do północnych dzielnic Kupjańska. 

Operacja miała charakter kombinowany. Jednocześnie natarcie szło górą, lądem, gdzie było wspierane przez drony oraz rurami. W ciasnych, mierzących nieco ponad metr średnicy rurach doszło do walk wręcz

Efektem działań dwóch brygad i dwóch pułków oraz jednostek specjalnych było nie tyle przesunięcie frontu, co oczyszczenie szarej strefy i likwidacja kanału, którym Moskale przenikali do miasta. Poza tym Ukraińcy zaliczyli sobie stu zabitych i stu wziętych do niewoli sołdatów. 

Operacji nadano epicką nazwę "Weles", czyli imię wschodniosłowiańskiego boga podziemi. Grupy szturmowe przeszły rurociągiem piętnaście kilometrów. 


Tylko jest mały problem. 
Kompletnie nie wiadomo, kiedy ta operacja miała miejsce. Nigdzie nie pada konkretna data, choć informację ujawniono 21 października. 

W każdym razie na pewno wyzwolone zostało dwadzieścia kilometrów kwadratowych koło Dworzycznej, ale to było w drugiej połowie września i nie ma z operacją "Weles" nic wspólnego. 

Warto też wspomnieć o taktycznych przeciwuderzeniach ukraińskich sił w rejonie Komara i Fedorówki na odcinku zaporoskim (na południe od Myrnego).

Jeśli te infomacje, podane przez Institute for the Study of War potwierdzą się, Moskale mogą mieć tu kłopoty

Poza tym front stoi. 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dziennik wojny - dziwne porozumienie USA-Iran i w co gra Zełeński? - dni od sto trzynastego do sto dwudziestego piątego roku (1572-1580)

Dziennik wojny - Kim jest Pierwsza Bojowniczka Wenezueli? - dni trzysta szesnasty, trzysta siedemnasty i trzysta osiemnasty czwartego roku (1411, 1412 i 1413)

Dziennik wojny - Co się kryje za Dniem Sądu? - dni czterdziesty trzeci i czterdziesty czwarty piątego roku (1504 i 1505)