Dziennik wojny - Co się dzieje na froncie zaporoskim? - dni od trzysta dwudziestego piątego do trzysta pięćdziesiątego piątego czwartego roku (1425-1454)
Po miesięcznej przerwie, spowodowanej sprawami prywatnymi i zawodowymi, wracamy do relacjonowania III wojny światowej.
W tym wpisie omówię co się zmieniło w ciągu tego miesiąca, a potem będę rozpisywał się już szczegółowo.
Rzecz w tym, że jak ktoś śledził dotąd moje wpisy, to zmiany są niewielkie. Sytuacja rozwija się generalnie tak, jak to wcześniej zarysowałem.
Zacznę od sytuacji na froncie, bo tu coś się zaczęło ciekawego, choć wobec sprzecznych komunikatów trudno powiedzieć, co w istocie.
W miarę po kolei.
6 lutego generał Syrski, szef SZU zrobił konferencję prasową i oświadczył, że na zaporoskim odcinku frontu wkrótce sytuacja ulegnie znaczącej zmianie.
Po kilku dniach w rosyjskich kanałach wybuchła panika mówiąca o potężnej kontrofensywie ukraińskiej na całej długości "języka" od Hulajpola do Aleksandrogrodu.
![]() |
| Problem w tym, że sami Moskale nie potrafią określić, gdzie idzie główny atak ukraiński |
Sami Ukraińcy na te działania nałożyli mocną ochronę informacyjną, wekslując, że to lokalne wyrównywanie frontu i oczyszczanie zaplecza.
Oczyszczanie wsi Kosiwcewo koło Ternuwatego
Według Thorkila mamy do czynienia z faktyczną operacją ukraińską, której celem jest wycięcie i zniszczenie rosyjskiej 36 Armii. Stąd uderzenia w rejonie Pryłuk i Werbowego, czyli na liniach styku między 5 a 36 Armią (Pryłuki) oraz 36 a 29 Armią (Werbowe).
Zakładając, że to prawda, to niezbyt widzę sens tej operacji w kontekście topografii. Nawet jeśli uda się wyciąć i okrążyć 36 Armię, to na tych kierunkach nie ma żadnych obiektów topograficznych, na których siły ukraińskie mogłyby oprzeć obronę. A przecież nie można liczyć na to, że 5 i 29 Armia nie skierują swoich sił do zapobieżenia problemom sąsiada.
Chyba, że chodzi dokładnie o to. Przerzucając część jednostek, żeby ratować 36 Armię, 5 i 29 Armia mogą osłabić inne odcinki i pozbawić się odwodów, co umożliwi ZSU uderzenia na innych kierunkach, tym razem już opierając się na korytach rzek i liniach wzgórz. Tak, żeby było na czym oprzeć obronę odzyskanych terenów.
Osobiście jestem zatem zdania, że na razie mamy do czynienia rzeczywiście z lokalnymi działaniami korygującymi linię frontu i poprawiającymi pozycje ukraińskie w przewidywaniu kolejnej rosyjskiej ofensywy wiosną, które generalnie sprowadzają się do szarej strefy (podobnie uważa Clement Molin).
Czy z tego rozwinie się coś więcej, to się dopiero okaże.
![]() |
| Do tego dochodzą równoczesne działania na kierunku stepnogórskim, na południe od Zaporoża. Mapa od Rybara, więc jako zajęte przez Moskali pokazane są rejony, których jeszcze nie opanowali. |
Z perspektywy ukraińskiej wygląda to tak:
Ukraińskie uderzenie zbiegło się w czasie z pozbawieniem rosyjskiej armii systemu łączności. I to zarówno rękami Kremla, jak i Elona Muska.
Po kolei.
Ukraińcy zrobili aferę, pokazując, że Rosjanie wykorzystują system Starlink między innymi do naprowadzania dronów i rakiet na cele ukraińskie. W odpowiedzi firma Muska Space-X stworzyła wykaz autoryzowanych terminali (przede wszystkim ukraińskie wojskowe) i wyłączyła wszystkie pozostałe, czyli głównie przechwycone przez Rosjan od jednostek SZU lub przemycone.
Ponieważ zaś Starlinki w Rosji są zakazane (choć masowo używane), to nie istnieje formalnie możliwość ich zakupu choćby z drugiej ręki.
Dodatkowo Space-X wprowadziła system wyłączający terminal, jeśli porusza się on z prędkością przekraczającą siedemdziesiąt pięć kilometrów na godzinę przez dłużej, niż dwie minuty. To całkowicie resetuje możliwość używania terminali do naprowadzania rakiet i dronów.
Efekt jest taki, że dowództwo rosyjskie straciło możliwość bieżącego obrazowania pola walki, wykorzystującego między innymi system kamer on-line. Raporty sytuacyjne spływają z opóźnieniem sięgającym nawet godzin, gdy sytuacja zmienia się w ciągu minut...
Moskale robią obejścia, wykorzystują systemy chińskie, kombinują, jak się da. Ale niewiele to zmienia.
I nawet nie uwierzycie, gdy wam powiem, że ukraiński atak zaczął się dokładnie wtedy, kiedy Musk odłączył Rosjan od Starlinków.
Drugi cios, kilka dni później zadał RoSSkomnadzor, czyli ichni regulator telekomunikacyjny, wymuszając na zarządzie komunikatora Telegram obniżenie parametrów transmisji danych. Wszystko w trosce o dobro prawdziwych Rosjan, żeby zablokować działanie grup ekstremistycznych i dla ochrony danych osobowych.
Moskiewskie Ministerstwo Napadania na Sąsiadów od dłuższego czasu bóldupiło, że dowódcy niższego szczebla do koordynacji działań używają Telegrama. Było to możliwe, bo Tg daje opcję zakładania zamkniętych grup, a cała komunikacja jest szyfrowana automatycznie. Zatem teoretycznie taka grupa powinna być bezpieczna. Dlatego z Tg korzystały i rosyjskie służby, i grupy przestępcze, i organizatorzy wymierzonej w Rosję dywersji.
Szkopuł w tym, że ukraiński wywiad już dawno rozpracował system szyfrowania na Tg, zidentyfikował grupy, które służyły rosyjskim wojskowym i wszystko czytał. Zmiana systemu była więc koniecznością.
Tyle, że Moskale nie mają niczego, co choćby w zarysie przypominałoby systemy wykorzystywane przez SZU, jak choćby Delta. Albo Telegram, albo nic.
Wyszło na to, że nic.
Starlink nie działa. Telegram uniemożliwia przesyłanie zdjęć lub filmów, transmisja wiadomości tekstowej potrafi trwać kilka godzin.
To mniej więcej tak, jakby rosyjskim dowódcom przeciąć kable telefoniczne i dodatkowo zabrać telefony.
Armia stała się głucha, niema i ślepa.
Do łączności służą komercyjne chińskie radiotelefony Bajojajo (Baofeng), których wykorzystanie można spokojnie zastąpić wołaniem na cały głos. Zapewniają utajnienie na podobnym poziomie.
Trudno więc się dziwić, że rosyjscy propagandziści wojskowi głośno mówią o zdradzie i sabotażu ze strony własnych władz.
Ale tu zaczyna się jeszcze lepsza zabawa.
Natychmiast po wyłączeniu Starlinków Moskale zaczęli dostawać linki do stron, na których mogli wynająć ukraińskiego "słupa", czyli obywatela Ukrainy, który zgodzi się zarejestrować na siebie rosyjski terminal, żeby udawał ukraiński.
Kolportacja linków szła wiralowo. Strony, do których prowadziły, wyglądały prawilnie, w metadanych miały datę założenia z jesieni 2025 roku...
W celu zarejestrowania swojego terminala trzeba było zapłacić, następnie podać swoje dane, lokalizację i dane obywatela Ukrainy, który będzie robił za słup. Oczywiście dane, których nie uzyska się z książki telefonicznej. W dodatku "słup" w niektórych przypadkach też dostał link potwierdzający, że zgadza się wziąć na siebie rejestrację terminala.
I tak, zgadliście. Całość to była operacja ukraińskich służb, konkretnie 256 Dywizji Cyberwojsk. Dzięki temu ukraiński wywiad dostał na tacy dane poszczególnych jednostek i ich lokalizacje, dane bojców z tych jednostek oraz listę obywateli Ukrainy gotowych współpracować z najeźdźcą. Datki (idące w miliony rubli) na Siły Zbrojne Ukrainy to wisienka na torcie.
A teraz sklejcie to sobie.
W 2025 roku Moskale nasycają front zdobytymi przez siebie terminalami Starlink.
We wrześniu-październiku 2025 Ukraińcy zakładają strony z botami (musieli je też przetestować, zanim puścili je do sieci).
W lutym Ukraińcy robią dym o to, że Moskale wykorzystują Starlinki. Space-X wprowadza "białą listę" wyłącza wszystko, co na niej nie figuruje.
Natychmiast Ukraińcy zaczynają działania zaczepne i wypuszczają do sieci boty rejestracyjne.
Niektórzy u nas boją się ukraińskiej armii. Ja zacząłbym się bać ich wywiadu. Budanow genialnie powiązał doświadczenie posowieckich służb wywiadowczych i dorobek służb zachodnich.
W tym kontekście obecne ukraińskie działania zaczepne są prawdopodobnie czymś więcej, niż tylko oczyszczaniem szarej strefy. To jest raczej faza wstępna, konieczna przed czymś poważniejszym, żeby nie mieć przeciwnika na tyłach.
Cisza medialna, jaka została rozciągnięta nad tą akcją tylko potwierdza takie podejrzenia. Zniszczenie rosyjskiej łączności połączone z ciszą po własnej stronie daje to, że Moskale nie są w stanie na bieżąco kontrolować sytuacji. W dodatku sami też nie będą się chwalić, że w ciągu kilku dni wywalono ich z kolejnej ciężko wywalczonej wsi.
Pułkownik Maciej Korowaj uważa, że działania ukraińskie to dynamiczna obrona uniemożliwiająca Moskalom skoordynowaną ofensywę z kierunku południowego i wschodniego w celu oskrzydlenia Orzechowa i podejścia pod Zaporoże.
Podobną opinię ma Clement Molin.
Wyłączenie Moskalom Starlinka tuż przed ich uderzeniem i wyprowadzenie szybkich krótkich kontr wpisuje się w taką koncepcję uderzenia wyprzedzającego.
Wszyscy zwracają uwagę na to, że Ukraińcy nie mają na froncie południowym sił, żeby rozwinąć dużą operację, a Moskale mają nieruszone odwody.
Kontrataki i konieczność ustabilizowania sytuacji mogą jednak wymusić na Moskalach użycie odwodów zanim sami przejdą do ofensywy...
Dodatkowo mamy ciekawostkę. Moskalski wojenkor Rybar (o którym wspominałem wiele razy, niesamowity bajkopisarz) przyznał, że opowieści o zajęciu Jaru Czasów w lipcu zeszłego roku są mocno przesadzone i że w mieście cały czas toczą się walki.
![]() |
| Rybar oskarża o manipulowanie raportami Ministerstwo Uprzykrzania Życia Wszystkim, ale zapomina, że sam pół roku temu głośno trąbił o wielkim sukcesie. |
Nie dość, że Ukraińcy wciąż trzymają zachodni skraj miasta i okoliczne wsie, to jeszcze podejmują akcje zaczepne w kierunku opanowania centrum Jaru Czasów.
| Jeśli... |
Pozostałe odcinki bez istotnych zmian. Powolne pełzanie Moskali do przodu w kierunku Słowiańska, Kramatorska i Konstantynówki. Liczone w metrach dziennie.
Generalnie tempo rosyjskiego natarcia słabnie, co daje Ukraińcom przestrzeń do działania. Według zachodnich wyliczeń w styczniu Moskale stracili więcej ludzi, niż byli w stanie dosłać z uzupełnień. W ciągu dwóch miniony lat udało im się zająć zaledwie jeden procent terytorium Ukrainy.
Tak, jeden procent, choć gdyby opierać się na raportach obu stron, to można by mieć wrażenie, że już są pod Berlinem...
Rozbicie rosyjskiej próby kolejnego szturmu na Kupjańsk. Ten odcinek się ustabilizował i nie należy się w najbliższym czasie spodziewać tu większych przełomów
Krótko o układance międzynarodowej.
Tak, jak pisałem, kwestia Grenlandii po okresie tragikomicznych przepychanek przeszła na poziom negocjacji dwustronnych. Prezydent Trump zastosował taktykę "zatrzaśniętych drzwi", czyli eskalował żądania i retorykę tylko po to, żeby w Davos przedstawić coś, co ma ręce i nogi i pozwala Danii wyjść z twarzą z całego sporu. Propozycja amerykańska przewidywać ma podobny status baz amerykańskich, jakie mają brytyjskie bazy na Cyprze - czyli de facto trwała eksterytorialność przy zachowaniu suwerenności Danii nad Grenlandią.
W całej sprawie najbardziej komiczne było zachowanie Moskwy, której przedstawiciele jednocześnie uznawali roszczenia amerykańskie i grozili konsekwencjami, jeśli USA zwiększą swoją obecność wojskową na wyspie.
W całej sprawie najbardziej komiczne było zachowanie Moskwy, której przedstawiciele jednocześnie uznawali roszczenia amerykańskie i grozili konsekwencjami, jeśli USA zwiększą swoją obecność wojskową na wyspie.
Przy okazji Davos szef NATO Mark Rutte opierniczył państwa europejskie, mówiąc wprost, że bez USA NATO nie istnieje. Swoje dołożył prezydent Zełeński przejeżdżając się po Niemcach i wytykając im, że Ukraina do tej pory nie dostała obiecanych pocisków Taurus. Na to niemiecki minister spraw zagranicznych Pistrorius stwierdził, że Niemcy nie mają już niczego, co mogłyby przekazać Ukrainie.
Kanada podpisała z Chinami traktat o strategicznym partnerstwie, co zmienia zupełnie moją opinię w sprawie referendum secesyjnego prowincji Alberta. Do tej pory uważałem, że to robota Chin obliczona na destabilizację Kanady i dalsze konfliktowanie jej ze Stanami. Ale porozumienie kanadyjsko-chińskie zmienia perspektywę. To rzeczywiście może być inspiracja amerykańska obliczona na złapanie Ottawy za jaja. Jak rząd kanadyjski popłynie za daleko w objęcia Pekinu, to zacznie się na nim wykonywanie lingchi, czyli odkrawanie po kawałku kolejnych terytoriów Kanady.
Turcja, Arabia Saudyjska i Pakistan pracują nad "islamskim NATO". Bazą jest układ saudyjsko-pakistański, mający podobny charakter, jak NATO (atak na jednego jest atakiem na obu), do którego chce dołączyć Turcja. Arabia Saudyjska jest zdystanowana (Turcja to dawny okupant i rywal do przewodzenia w świecie islamu). Wszystkich łączy zagrożenie irańskie. Pakistan w tym tercecie pełniłby rolę atomowego parasola.
Siły amerykańskie rozstawiają się w rejonie Iranu. Waszyngton żąda od Teheranu podpisania porozumienia w sprawie energii atomowej i de facto likwidacji infrastruktury do własnego wykorzystania energii jądrowej, ograniczenia prac nad rakietami balistycznymi i rezygnacji ze wspierania grup wywrotowych w innych państwach. W razie odmowy kierownictwo reżimu zostanie zmiecione w amerykańskim ataku.
Iran odpowiada buńczucznie, że będzie walczyć, ale jednocześnie deklaruje pewne ustępstwa w zamian za zniesienie sankcji.
Przykład Wenezueli powoduje, że nawet w Teheranie groźby amerykańskie traktują poważnie.
W Wenezueli zwalniani są więźniowie polityczni, a USA przekazały temu krajowi ponad miliard dolarów za sprzedaną na rynkach światowych wenezuelską ropę. Pieniądze są wydawane pod kontrolą amerykańską, ale już spowodowały zatrzymanie inflacji.
System formalnie jednak się nie zmienił. Zmieniły się tylko (i aż) reguły gospodarcze, w których odstąpiono od koncepcji socjalistycznych.
Większość mieszkańców Wenezueli patrzy w przyszłość z nadzieją, ale i nieufnością zarówno wobec staronowych władz, jak i wobec USA.
Kraje latynoskie uległy amerykańskiej presji i nałożyły embargo na eksport ropy naftowej na Kubę. Kuba zaczyna się dławić z braku paliwa.
Unia Europejska podpisała traktat handlowy z Indiami, które otwarcie porzucają sojusz z Rosją. Najbliższe zakupy broni dla Indii przewidują sprzęt europejski i amerykański. Władze Indii zajęły trzy irańskie tankowce z rosyjską ropą.
Amerykanie przejęli już około dziesięciu tankowców floty cieni, w tym naprawdę duży Veronica III. To już nie są pojedyncze ataki, ale regularne polowanie.
USA zawarły z Armenią porozumienie jądrowe, wyjmując ostatecznie ten kraj spod wpływów Rosji.
Sumując wszystkie działania USA w ciągu ostatniego roku wymierzone w Rosję, trzeba być idiotą, żeby nazywać prezydenta Trumpa rosyjskim agentem. Albo mieć Rosjan za idiotów, że ich własny agent niszczy ich skuteczniej, niż ktokolwiek wcześniej.
Prezydent Azerbejdżanu Ilham Alijew podczas Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium oskarżył Rosję o celowe ostrzeliwanie azerbejdżańskich placówek dyplomatycznych:
Oprócz ataków na infrastrukturę energetyczną Azerbejdżanu na Ukrainie, doszło także do trzech ataków na ambasadę Azerbejdżanu na Ukrainie. Po pierwszym ataku mogliśmy założyć, że był to przypadek, i przekazaliśmy rosyjskiej stronie wszystkie współrzędne naszych placówek dyplomatycznych – ambasady, konsulatu, centrów kultury i wszystkiego innego. Mimo to doszło do dwóch kolejnych ataków. Był to więc celowy atak na placówkę dyplomatyczną Azerbejdżanu.Wydaliśmy specjalne oświadczenia, ambasador został wezwany, przekazano notę dyplomatyczną. Działamy wyłącznie metodami dyplomatycznymi, nie możemy zrobić nic innego. Oczywiście uważamy to za działanie nieprzyjazne wobec Azerbejdżanu.Wszystkie niezbędne kroki dyplomatyczne zostały podjęte przez rząd Azerbejdżanu.
To nie oznacza otwartego konfliktu z Rosją, ale może zwiększyć pomoc Azerbejdżanu dla Ukrainy.
W Japonii wybory parlamentarne miażdżąco ponownie wygrała antyrosyjska i antychińska "jastrzębica" Takaichi Sanae. W Chinach histeria.
W tychże Chinach doszło do wewnętrznego przesilenia i kolejnej czystki w siłach zbrojnych. Nieoficjalnie mówi się, że trwająca już od kilku miesięcy prowadzona w stalinowskim stylu wymiana kadr ma związek z tym, że wojsko nie pali się do prawdziwej wojny, na którą naciska Kubuś Kungfu Panda Puchatek Xi.
We Włoszech zaczęła się zimowa olimpiada. Jako "bezpaństwowi" startują w niej Rosjanie (i jako reprezentanci innych krajów). Ukraińskiego saneczkarza zdyskwalifikowano za nieprawomyślny kask, na którym uwiecznił poległych na wojnie ukraińskich sportowców.













Komentarze
Prześlij komentarz